jak zostać...

WG: Jak zostać dyrektorem własnego żłobka?

„Dyrektor” jak dumnie to brzmi! Tylko Ci, którzy mają ten nieszczęsny tytuł wiedzą ile odbiera nocy, dni, godzin snu i czasu z rodziną. Ile dni umyka  w natłoku codziennych obowiązków. W końcu własna działalność jest  jak dziecko.  Na początku jak chore dziecko, któremu poświęcamy się w całości – bez rozdrabniania. Bez względu na porę, czas wolny, chęci czy możliwości fizyczne.

Cztery lata temu byłam matką niespełna dwuletniej Zosi, na 3 lipca wyznaczono mi termin obrony pracy licencjackiej, od września miałam zacząć „magisterkę”. Strach przed podjęciem pracy i pozostawieniem mojej największej dumy pod opieką kogoś obcego spowodował, że włączyłam tryb awaryjny i zaczęłam myśleć nad tym jak zapewnić jej odpowiednią opiekę osób najbliższych.

Taaak! Też widzisz ten las rąk chętnych do pomocy?

2Jeszcze będąc w ciąży rozmawiałam z koleżanką, która pracowała kiedyś w Klubie Malucha. Była zachwycona tą działalnością do tego stopnia, że planowała otworzyć własną placówkę. Wtedy była to dla mnie czarna magia. Słysząc nazwę myślałam od razu – a to pewnie taka kawiarnia, ciastko, kawa, matki z wózkami. Zgłębiłam trochę temat, po 2 tygodniach wydawało mi się, że wiem wszystko. Wydawało mi się.

Podstawę otwarcia Klubu malucha stanowi ustawa żłobkowa, ważne są także wymogi sanepidu lokalnego, straży pożarnej, wydziału oświaty (kluby i żłobki wpisywane są do rejestru Żłobków i Klubów dziecięcych prowadzonego przez gminę). Kluby malucha stanowią jedną z form opieki nad dzieckiem do lat 3 a w szczególnych warunkach do lat 4. Bardzo ważny jest lokal, który należy dostosować do wymogów ustawy, straży, sanepidu. Projekt zleciłam Pani Architekt, która też miała początkowo małą wiedzę na temat takiej placówki – jak i wszyscy w okolicy. Byłam pierwszą osobą w mojej miejscowości, która wpadła na tak szalony pomysł. Przestałam sypiać. W dzień zajmowałam się dzieckiem, nauką, w weekend studiami i papierami, które składałam każdego dnia do najróżniejszych urzędów. Zetknęłam się pierwszy raz z urzędem skarbowym, ZUS-em, założyłam działalność gospodarczą. Do tej pory samo hasło ‘ZUS’ wywoływało u mnie drżenie rąk i pot zalewał mnie od stóp do głowy, bo przecież to taka ‘BUKA dla dorosłych’ – każdy się go boi.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Miałam 23 lata i studiowałam administrację. Kierunek zupełnie odmienny od tego co zamierzałam robić. Ustawa żłobkowa szybko ściągnęła mnie na ziemię. Musiałam zacząć studia pedagogiczne lub kurs żłobkowy. To dołożyło mi kolejnych dojazdów do Krakowa na kurs 4 razy w tygodniu, wracałam do domu około 22 kiedy córka już spała, w weekend chodziłam na część zajęć na studiach by potem w połowie dnia wsiąść w tramwaj i jechać na drugi koniec miasta na zajęcia kursowe. Realizowałam praktyki w grupie maluchów od 7 do 14, z przedszkola pędziłam na busa by dojechać na zajęcia na 15. W miesiąc schudłam 7 kilo. Córka rosła a mnie praktycznie przy niej nie było. To była wariacja, totalny Armagedon w naszym życiu. Robiłam to niby dla niej, dla nas – a w rzeczywistości rodzina się rozchodziła. Mąż w końcu zaczął remont, kupowaliśmy wyposażenie, donosiłam kwitki i papierki by móc w końcu dopiąć wszystkie sprawy na ostatni guzik.

„Otwarliśmy drzwi dla dzieci” 1 czerwca 2013 roku. Byłam dumna a jednocześnie wykończona. Zosia miała 22 miesiące, codziennie rano wstawałyśmy o 6.30 by o 7 otworzyć Klub/żłobek. Dzieci zapisywały się bardzo powoli, rachunki nagliły, ciągła rotacja. Zauważyłam, że prowadząc swoją działalność żaden dzień nie jest pewny. Dziś mam pełną listę uczestników jutro mogę nie mieć nikogo. Zależało mi na tym by dzieci nie były tylko podrzucane i ‘przechowywane’ organizowaliśmy zajęcia tematyczne, wycieczki, starałam się by czuły się jak w domu. Moje dziecko było cały czas obok jednak nie miałam nawet możliwości by poczytać jej książkę, lub posiedzieć z nią na kolanach. Uspołeczniła się . To był chyba jeden z niewielu plusów. Polubiła dzieci, ciocie, zajęcia. Chętnie wstawała i nie chciała wychodzić do domu.  Ja miałam ją  obok, widziałam jak rozwija się względem innych dzieci, jak się usamodzielnia.

Staram się teraz sięgnąć pamięcią do przeszłości i przywołać jakąś humorystyczną sytuację, ale niestety nie było takich jeśli chodzi o otwieranie działalności. Zawsze mówię, że to były: krew, pot i łzy. Radość i satysfakcja spłynęły później. Kiedy dzieci przytulały się do nas, zaczynały chodzić, mówiły swoje pierwsze słowa. Kiedy samodzielnie chwytały łyżeczkę i zjadały zupę. Traktujesz te dzieci jak swoje własne. Spędzasz z nimi praktycznie każdy dzień, wiesz o ich szczepieniach, problemach, radościach. Twoja rodzina rośnie. To wspaniałe uczucie.

Trafiały się przykre sytuacje. Na przykład dziecko po powrocie do domu zaczęło wymiotować. Tata zamiast udać się do lekarza, lub zapytać czy ktoś u nas jest chory – zadzwonił  i z okropnym wyrzutem wykrzyczał, że jego dziecko na pewno ma wstrząśnienie mózgu a my zatajamy fakt jego wypadku. Nie docierało do mnie to co od niego usłyszałam.  Podchodziłyśmy do dzieci normalnie, jak do człowieka nie do klienta, którego trzeba nakarmić, przebrać i ululać. Było mi przykro kiedy to nie docierało do tego Pana. Maluch złapał rota wirusa a po chorobie wrócił jak gdyby nic się nie wydarzyło. Tematu nie było. Pozostał tylko nasz żal  i niesmak. Pytania rodziców niejednokrotnie uderzające w stronę karcenia dzieci. WTF? Karcenia? Fakt, zwracałyśmy uwagę kiedy dzieci robiły krzywdę innym lub potencjalnie stwarzały zagrożenie same dla siebie, ale kończyło się zazwyczaj na wytłumaczeniu, że to źle, że ktoś będzie płakał, będzie go boleć uderzenie, ugryzienie. Czasami kończyło się na rozdzieleniu ‘fighterów’ , którzy nie mogli przebywać w swoim towarzystwie. Jeden zajmował miejsce przy zabawkach drugi przy stoliku z farbami. Wojna się kończyła a my łapałyśmy oddech.

5Dzieci to chodzące zagadki. Chłopiec, który nie odzywał się do nas od pewnego momentu. Nie wiedziałyśmy co się stało, dlaczego ? Żywy, mądry, kreatywny. Po czasie zaczął się do nas odzywać, kiedy kładł się na drzemkę z innymi dziećmi. Wcześniej nie leżakował bo mama nie chciała by nadrabiał sen za dnia bo nocą nie miał ochoty zamknąć oczek. Nie odzywał się bo… wszyscy mogli się położyć a tylko on nie mógł. Nie wiem, czy czuł się gorszy, czy odrzucony. Po tej sytuacji wszystko wróciło do normy.

Nauczyłam się także jednej bardzo ważnej rzeczy, której brakuje nam jako dorosłym. Nie wolno okłamywać dzieci, oszukiwać. Nawet jeśli to kłamstewko ma pomóc dziecku w rozstaniu z rodzicem. Bardzo ważne jest dotrzymywanie swojego słowa, które dajemy dziecku. Nie możemy obiecywać, że wrócimy po dziecko zaraz po drzemce, kiedy wiemy że tak nie będzie.  To złe, pomaga ale tylko pozornie. Kiedy dziecko otworzy oczy pierwsze co zrobi zaraz po tym – biegnie pod drzwi, bo mama obiecała że będzie zaraz po ‘spaniu’. Mamy nie ma, bo pracuje do 17, zostają nam dwie godziny tłumaczenia, że jest korek, że kolejka w sklepie, że mamie pewnie się zepsuł zegarek, bo co powiesz zapłakanej niespełna dwuletniej dziewczynce? Jest ciężko, praca nauczyciela czy wychowawcy to nie takie ‘nic’ jak mówią ludzie. Musisz nie tylko uczyć, ale i wychowywać. Trzeba mieć niezmierzone pokłady empatii, cierpliwości, miłości i zapału do pracy. Dzieci doskonale wyczuwają Twój nastrój. Wiedzą, że jest  Ci smutno, że jesteś zła lub chora. Oczywiście nie zawsze jest tak idealnie, nie raz trzeba wyjść na zaplecze lub do łazienki i po prostu ochłonąć, policzyć do miliona i wrócić.

Co jest najważniejsze? Najważniejsze to nie zwariować. Opanować się, powściągnąć nerwy i zastanowić się – co jest dla mnie ważne? Czy chcę to wszystko porzucić? Czy wysiłek, który już włożyłam w realizowanie tego planu może zostać zaprzepaszczony czy chcę jednak dokończyć to co zaczęłam. Oczywiście, że otwarcie to nie takie proste doświadczenie. Ciągle rzuca się nam kłody pod nogi, ciągle mamy problemy z dostosowaniem, z dokumentacją, terminami i klientami. Im chłodniej podchodzę do problemu – tym lepiej dla mnie i mojej psychiki. Nerwy nie sprzyjają rozwiązywaniu ani problemów ani konfliktów. Od męża nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy – kiedy pojawia się problem, nie można płakać i szarpać swoich nerwów. To się już wydarzyło, nie ma sensu tego roztrząsać i myśleć ‘co by było gdyby…’. To już się stało. Teraz muszę zastanowić się jak to wszystko rozwiązać. Odkąd zaczęłam tak myśleć wszystko wydało się łatwiejsze.

Jest jeszcze jedna sprawa. To Twój pomysł, Twoje życie i Twoja inicjatywa. Nie pozwól sobie wmówić, że nie dasz rady, że to za duże przedsięwzięcie, że porywasz się na coś nieosiągalnego. Dasz radę. Poradzisz sobie. Jasne, że będzie ciężko. Nic nie spadnie nam z nieba za darmo, bez wysiłku. Ciężką pracą i uporem możesz wiele zdziałać. Chciałabym by każdy spróbował realizować swoje marzenia. To cholerna satysfakcja, nawet jeśli gdzieś podwinie Ci się noga – będziesz bogatszy o nowe doświadczenia. Warto. Warto być odważnym – bo do odważnych świat należy!


Autorką wpisu jest Magda prowadząca śliczny blog parentingowy milkii.pl 

Ja jestem pod wrażeniem odwagi i determinacji. To nie jest takie hop siup otworzyć firmę i przyjąć sobie na głowę tonę obowiązków zwłaszcza kiedy jeszcze inne ważne zobowiązania wypełniają codzienność. Co więcej młody wiek i rzucanie się na głęboką wodę, totalnie nieznany grunt. Jak dla mnie pełen podziw.


Jeśli i Ty chcesz podzielić się swoją historią u mnie na blogu to serdecznie zachęcam. Szczegóły znajdziesz TUTAJ

  • Ci co nie ryzykują nie osiągają zbyt dużo w życiu, taka prawda. Brawo dla autorki wpisu :)

    • Racja :)

    • Zawsze mówię, że lepiej jest spróbować niż zalowac ze się nie podjęło ryzyka:) dziękuję!

  • Też marzyłam o otworzeniu klubu malucha lub żłobka. Wszystko było już niby nagrane, nawet dotacja pochytana. W ostatniej chwili wycofała się potencjalna współwłaścicielka. I wszystko wzięło w łeb. Wtedy się nie udało. Wiem jednak, że kiedyś się uda :)

    • Jest takie powiedzenie nawet: „mówiły jaskółki, że niedobre są spółki”
      Wiadomo jednak, że to nie jest reguła, bo znam interesy prowadzone wspólnie i wszystko jest cacy.
      Tobie życzę powodzenia i trzymam kciuki, żeby Ci się udało :)

    • Musisz wierzyć, że się uda. Myślenie to 90% sukcesu a reszta? Reszta to zwyczajnie sprawy zewnętrzne na które nie mamy wpływu. Najbardziej denerwujące jest to, że ludzie myślą, że to takie nic. Co to jest otworzyć. A to wydarzenie bardziej stresujące niż ślub czy poród. Życzę powodzenia i spełnienia marzeń!

  • Świetny wpis, przeczytałam jednym tchem <3 Zgadzam się w 100% ze stwierdzeniem, że dzieci nie wolno okłamywać. Pamiętam jak jako dziecko czułam się okropnie kiedy rodzice nie dotrzymywali słowa. Z całych sił staram się nie powtarzać tego błędu. Dla Autorki wielki szacun za determinację i siłę!

    • Mnie żal znajomego, który w dzieciństwie wiele razy doznał zawodu z powodu niespełnionych obietnic rodziców. Chociażby wyjazd na wieś. Przygotowania tydzień przed, nastawianie się, rozmawianie o wyjeździe a godzinę przed odwoływanie wszystkiego bo po prostu nie chciało się rodzicom nigdzie jechać. A dzieciom trudno pojąć. W sumie teraz dorośli też tak często robią. Umawiają się, a chwilę przed spotkaniem nagle odwołują.

    • Dziękuję, choć to na prawdę może zrobić każdy kto będzie mieć odrobinę samozaparcia :)

  • ja, co prawda nigdy nie zastanawiałam się nad taką opcją, ale rzeczywiście, jeśli ktoś ma pasję, czas i cierpliwość to ciekawy pomysł na mały domowy biznes:))

    • Cierpliwości chyba wydaje mi się najwięcej ;)

  • Szkolne inspiracje

    Zgadzam się, że nie wolno okłamywać dzieci i trzeba dotrzymywać obietnic, nawet w sprawach, które wydają się nam błahe. Pisałam o tym na swoim blogu: „12 sposobów, aby wychować szczęśliwe dziecko” https://szkolneinspiracje.wordpress.com/2016/05/29/12-sposobow-by-twoje-dziecko-czulo-sie-szczesliwe/
    Nie wiem czy mogłam sobie pozwolić na umieszczenie linku :)

  • Super wpis, takie czasami sa potrzebne aby za przeproszeniem kopnely w dupe i powiedzialy „daj sobie spokoj” albo „wez sie za siebie ty tez potrafisz”, wiadomo ze nic nie ma od razu , każdą markę trzeba sobie wypracować. Jeśli chodzi o okłamywanie dzieci jestem stanowczo za, jak nie jestem czegos pewna nie mowie ani nie obiecuje, nie oklamuje!

    • Dokładnie. Ja też poczułam takiego kopa gdy czytałam ten wpis.

  • Super! Jestem z Ciebie dumna i podziwiam za wytrwałość i determinację. Mogę sobie wyobrazić przykre sytuacje z rodzicami, bo sama czasami takie miałam. Trzeba o nich szybko zapominać i iść dalej, patrzeć na pozytywy, bo na pewno jest ich więcej. Pozdrawiam!

    • Tak, trzeba patrzeć na siebie, bo to własne życie i nikt za nas decyzji dobrych nie podejmie, sami musimy to czuć.

    • Magda milkii.pl

      Bardzo dziękuję!:* a rodzice… to temat rzeka:)

  • Jedno wchodzi mi na głowę i czasami nie wiem jak się nazywam, a co dopiero mała grupka:) W moim przypadku nie do ogarnięcia, ale ogólnie dla osoby z powołaniem i anielską cierpliwością coś przyjemnego i intratnego:)
    I w pełni się zgadzam z tezą, że do odważnych świat należy. Niektórzy giną niczym Ned Stark na początku opowieści, ale nadzieja w tym, że wielu się udaje;)

    • Ja też bym nie ogarnęła, ale dobrze, że są takie osoby z pasją i wielkimi pokładami cierpliwości.

  • matko! podziwiam!!!! wydawało mi sie, że to takie proste w sumie… oprócz opieki nad cudzym dziećmi, bo wiem, że to akurat baaardzo ciężka praca! podziwiam i gratuluję

    • Tez jestem pod wrażeniem. Tyle obowiązków w jednym czasie na tak młodą osobę.

  • Potrzeba matką wynalazku :)
    Magda, ta praca, to Twoja Pasja? Kiedy dzieci dorosną będziesz prowadzić klub malucha?
    Sukcesów!

    • Ważne aby nie stać w miejscu, ale rozwijać się według własnych potrzeb. :)

    • Magda milkii.pl

      Praca stała się pasją dzięki temu, że zostałam matką. Jedno dziecko wyfrunęło właśnie spod skrzydeł… przedszkola. Tak, przedszkola. Niestety żyjemy w świecie, w którym subwencjonowanie żłobków leży i kwiczy za to przedszkola mają szanse by nie mnożyć długów. Moje magiczne miejsce przeszło przeobrażenie i od 1,5 roku prowadzę przedszkole. Kolejny maluch z miłkowego domu będzie zasilał rzeszę dzieciaków uczęszczających do przedszkola od przyszłego roku. Kocham to co robię choć prawda jest smutna – będąc dyrektorem, księgową i zaopatrzeniowcem..brakuje czasu na pracę. Jeśli chodzi o to czy będę to robić nadal kiedy moje dzieci dorosną… tak. Będę działać dopóki będę mogła. Mam też cichą nadzieję, że życie pozwoli mi mieć jeszcze dwójkę dzieciaków:)

email marketing powered by FreshMail
 

email marketing powered by FreshMail