ence pence

Najwięksi wrogowie z dzieciństwa

Dzieciństwo ma polegać na beztrosce, poczuciu bezpieczeństwa i kolekcjonowaniu przyjemnych i przydatnych wspomnień. Wierzę, że duża cześć z Was ten czas zachowała w pamięci jako jeden z najbardziej emocjonujących. W pozytywnym znaczeniu. Założę się, że jednak ten wyidealizowany obraz od czasu do czasu został zaburzony przez kilka mało istotnych dla nas teraz spraw. Wspominając czasy kiedy to jeszcze wierzyło się w św. Mikołaja czy bociana przynoszącego dzieci, przypomniało mi się kilka rzeczy, których wtedy strasznie nie cierpiałam, a inne wprawiały mnie w ogromny strach.

POKRZYWA. Ten kto chociaż raz się nią poparzył ten wie jakie to nieprzyjemne. A co powiecie na wjechanie na rowerze w pokrzywy i przewrócenie się na nim? Straszenie przez inne dzieciaki poparzeniem z urwanej pokrzywy czy też „pokrzywka”, czyli szybkie skręcenie skóry na przedramieniu obiema rękami, każdą w innym kierunku. Takie dzieciaki były okrutne. A dzisiaj pijam to zielsko na ładne włosy.

BUKA Z MUMINKÓW I HATIFNATOWIE. Zawsze o 19 zero zero zasiadałam w napięciu przed telewizorem w oczekiwaniu na dobranockę. Każdego dnia była inna. Jedną z fajniejszych propozycji były Muminki, ale i tam nie obyło się bez strachu. Dolinę Muminków rzadko, bo rzadko, ale jednak, nawiedzała Buka lub Hatifnatowie. Stwory z odległych krain, które wywoływały wielkie emocje.

thermometer-temperature-fever-fluSYROP NA KASZEL. Będąc dzieckiem i będąc przeziębionym wcale nie było tak źle. Pamiętam, że własnie wtedy czytałam najwięcej książek i czasopism, oglądałam telewizji czy rozwiązywałam krzyżówki. Ale smak syropu na kaszel to coś po czym otrzepywałam się z obrzydzeniem. Z dwojga złego jak to dobrze, że tran przyjmowałam w tabletkach po połykania.

ŻYWICA. W dzieciństwie często wyjeżdżaliśmy na wieś, a także aktywnie wykorzystywaliśmy czas na weekendowych wycieczkach po lesie. Zabawy z drewnem to też super sprawa, ale pobrudzone ręce żywicą, której nie dało się tak łatwo pozbyć, ubrudzone nią ciuchy to największy minus. Wszystko rekompensuje tylko jej zapach.

WĄTRÓBKA. Obok brukselki to największe ohydztwo z jakim walczyłam przy obiedzie. Tak wojowałam o niejedzenie tego rodzaju dania, że w końcu mama się ugięła i wszystkim innym podawała wątróbkę a specjalnie dla mnie fileta z kurczaka. Tak jest też do tej pory również z kotletem schabowym.

STRZYKAWKA. Pobieranie krwi, znieczulenie, szczepienia i widok igły przebijającej skórę. Zgroza. Każda wyprawa na badanie to niemiłe przeżycie okupione wyniszczającym stresem. Gorsze było tylko pobieranie krwi prosto z palca.

dfsfvROPUCHY I PAJĄKI. Obślizgłe, brzydkie i podobno trujące. Te drugie to bez komentarza, bo cierpię na arachnofobię. Nie zdziwi więc fakt, że w dzieciństwie kuzynostwo straszyło mnie tymi przebrzydłymi kreaturami, które najchętniej bym zmiotła z powierzchni ziemi.

PRZYJACIEL WESOŁEGO DIABŁA. Ręka do góry komu puszczano tę okropną serię podobno dla dzieci. Jakim cudem ktoś wpadł na to, że małoletnim spodoba się postać diabła zwanego Piszczałką? W dodatku diabeł, czyli istota zła została pokazana jako pozytywna postać. Plus przerażająca charakteryzacja, intro i piosenka. To nie mogło się udać. Wiem też, że powstało Stowarzyszenie Pokrzywdzonych Psychicznie Przez Piszczałkę, do którego najpewniej się zapiszę. #TraumaNieDoWyleczenia

A jacy są Wasi najwięksi wrogowie z dzieciństwa?