ence pence

Lepiej przeczytać książkę czy obejrzeć film?

Odwieczne pytanie zadawane przy każdej możliwej okazji kiedy temat schodzi na szerokie wody kultury masowej. Czy trzeba na nie odpowiadać a jak już, to właściwie czy istnieje coś takiego jak dobra odpowiedź na tę zagwozdkę?

Czytać książki uwielbiam, tak samo jak i oglądać filmy. Spotkacie mnie zatem albo tracącą powoli wzrok
z nosem w książce lub lipiącą się w hipnotycznym transie przed monitorem. Często z przejęciem zajadającą przy tym mieszankę studencką. Często jest tak, że wychodzi zajefajna książka i ludzie z holiłudu niuchając w tym dobry interes przenoszą opowieść na ekrany. Nierzadko jest też tak, że na fali świetnej historii filmowej powstają naprędce wielostronicowe tomiszcze. W takiej sytuacji mamy wybór, albo czytamy, albo oglądamy, albo jedno i drugie, albo totalny miszmasz.

Wiele razy po ciekawej lekturze sięgałam po ich ekranizacje, a tylko dwa razy zrobiłam na odwrót (o dwa za dużo). Teraz zrobiłam taki tyci eksperyment i to całkiem przypadkiem bo nie zdążyłam przeczytać  książki przez wybraniem się na umówione spotkanie do kina. Padło do Marsjanina.

Wiadomo nie od dziś, że wtłoczenie całej treści w 2h obrazu nie jest możliwe. Po prostu nie da się zachować takiej ilości dialogów, przedstawić każdego wątku i sytuacji, a także odwzorować każdego szczegółu. No chyba, że robimy niekończący się serial. Czy opowieść na tym traci? To zależy już od reżysera, montażu i aktorów. W przypadku Marsjanina zabrakło mi emocji jakie towarzyszyły chęci przetrwania, a także w jaki sposób planował, obliczał i kombinował stworzyć warunki do  życia. W papierowej wersji właśnie to urzeka najbardziej. W filmie zostało to  bardzo spłycone.

W połowie seansu sytuacja się odwróciła i oglądałam dalej nie wiedząc co się wydarzy. Był ten dreszczyk emocji i kompletnie nie przeszkadzało mi to, że brakuje szczegółów całej akcji. Doczytałam oczywiście w domu do końca. Jak się domyślacie wiele interesujących zwrotów akcji pominięto w filmie, ale nie wpłynęło to na odbiór obrazu. Dodatkowo mogłam lepiej zrozumieć i przeanalizować na spokojnie to co w kinie
na  szybko migało mi przed oczami.

Wnioski moje na temat czytania i oglądania (tej samej opowieści, nieważna kolejność) są następujące:


– odtwarzając historię po raz kolejny, nieważne w jakiej formie, wiecie już co się wydarzy


– zawsze pozostaje niedosyt albo pojawia się rozczarowanie


– czasami można lepiej zrozumieć co się ogląda lub co czyta 

Lepiej przeczytać książkę czy obejrzeć film? A może jedno i drugie? Nie ma na to dobrej odpowiedzi. Jedno przy drugim zawsze coś straci,  ale w zamian wniesie coś innego. To tylko kwestia indywidualnego wyboru.