ence pence

Marnowanie czasu – podstawy

Nudzisz się może lub cierpisz na nadmiar czasu i nie wiesz jak go wykorzystać? Mam kilka sposobów na to aby minuty płynęły Ci szybciej. Sprawdź to!

Marnowanie czasu zacznij już od samego rana. Jak się bawić to się bawić w końcu. Wyśpij się słodko nie patrząc na zegarek. Ty się głupotami nie przejmujesz. Gdy wyrwiesz się już z objęć Morfeusza powoli „wciągaj pępek vel żółtko” co by zbyt gwałtownie nie rozpoczynać dnia. Popatrz się w sufit, przejrzyj fejsa, odwiedź instagrama, obejrzyj najnowsze snapy, zobacz co tam na tvn48, poprzeglądaj jeszcze raz zdjęcia robione wczoraj i napisane smsy. No a potem znowu na fejsa bo może pojawiło się co nowego.

Następnie cały ranek kontempluj, rozmyślaj, najlepiej o przeszłości. Zrób ze śniadania niemal rytuałostrożnie smakując przygotowane potrawy. Szef zaczeka, klienci będą wyrozumiali. Taką masz nadzieję. No przecież nie będziesz jeść w pośpiechu byle czego bo jeszcze zgagi dostaniesz. Przy okazji przejrzyj co nowego na fejsie.

Przed wyjściem testuj różne warianty fryzur na głowie, nowy rodzaj makijażu czy nowe stylówki. Stwierdź, że nie wyglądasz dobrze i zmyj makijaż i ponownie umyj głowę. Podczas suszenia przejrzyj instragrama.

Ubierz najnowsze szpilki i dowiedz się, że obcierają Cię zanim trafisz na przystanek. Wróć do domu i zastanów się nad obuwiem zastępczym. W autobusie przeglądaj allegro w poszukiwaniu nowych szpilek, a następnie stwierdź, że żadne Ci się nie podobają. Pół godziny minęło jak z bicza trzasnął, a już tyle rzeczy zostało zrobionych. Tylko o fejsie chwilowo zapomniałaś.

Nadrabiasz zatem i fb i instagrama. Potrzebujesz rozruchu przed pracą przecież. Trafiasz na jakieś forum internetowe i stawiasz sobie za cel udowodnienie, że ludzie tam piszący się mylą. Nie zauważasz nawet kiedy mija Ci godzina. No, ale co tam godzina bliżej do wyjścia z pracy.

Przy okazji przeglądania fejsa wpadasz w kompleksy, bo koleżanka z podstawówki nie ma jeszcze zmarszczek i obwisłego brzucha, a sąsiad opala się właśnie na Rodos. Zaczynasz się zamartwiać, rozmyślasz, bardzo długo, w końcu decydujesz się na kolejne ciastko.

Po pracy myślisz czy by nie iść na siłownię a może na basen, żeby jednak to ciastko spalić. Jednak tak bardzo Ci się nie chce, bo gorąco, bo nowy odcinek serialu, bo nie przejrzałaś jeszcze fejsa.

Wracasz do domu i nagle dociera do Ciebie, że nie zrobiłaś zakupów na obiad. Nie ustawiłaś przypominania na telefonie. Wracając ze sklepu z pełnymi siatkami niepotrzebnych rzeczy orientujesz się, że brakuje Ci najważniejszych składników na Twoje popisowe danie. Znowu nie zrobiłaś listy zakupowej.

Rozsiadasz się zatem na kanapie zrezygnowana zadając sobie pytanie czy wracać do sklepu czy zamawiać pizzę. Decydujesz się na chińszczyznę, ale jesteś tak głodna, że nie możesz się skupić. Gapisz się w sufit na zmianę z przeglądaniem fejsa.

Na wieczór umawiasz się z koleżanką. Opowiada Ci ona jak to ma źle, jak to ma mało czasu, jaka ta Polska straszna, jak ludzie dają jej w kość. Wysłuchujesz wszystkie żale i utwierdzasz się w przekonaniu, że nic nie ma sensu.

Wracasz do domu, znowu się zamartwiasz, myślisz o swoim wyglądzie i braku perspektyw na lepsze życie. Po co walczyć, po co myśleć o jutrze skoro lepszego jutra ma nie być. Minęła północ, miałaś pomalować paznokcie, umyć włosy i zrobić pranie, ale szlag by to jasny trafił. Czas tak szybko płynie wypełniony obowiązkami, że go zabrakło.